Spałem.. Nawet nie mam pojęcia jak długo, gdy otworzyłem oczy zobaczyłem niewyraźny obraz. Musiałem zamrugać parę razy, aby widok się wyostrzył. Właśnie wtedy zauważyłem białe ściany, białe łóżka z wykrochmaloną pościelą. Wszystko było białe. Spojrzałem w bok i wtedy ujrzałem chłopaka. Miał na oko z 17 lat. Jego oczy były koloru gorzkiej czekolady, a włosy średniej długości i kruczoczarne. Próbowałem przypomnieć go sobie, ale w głowie czułem jedynie pustkę. Nie miałem pojęcia kim on jest, gdzie jestem, a najbardziej przerażała mnie myśl, że nie wiedziałem kim sam jestem. W mojej głowie była wielka, czarna dziura. Próbowałem poruszyć palcami u ręki, ale wtedy przyszło mi to z wielkim trudem. Czułem ból rozrywający mnie na strzępy. Po około paru minutach zacząłem poruszać normalnie palcami, już nie bolało mnie tak bardzo. Dla kogoś obserwującego mogły to być zwykłe mijające szybko minuty, ale dla mnie była to wieczność. Moje ciało przyzwyczajało się do “ruchu“. Mięśnie bolały mnie niemiłosiernie. Wreszcie moje dokonania zauważył odwiedzający mnie chłopak. Twarz wyrażała zdumienie, a w oczach zaszkliły się łzy. Smutku, radości? Nie umiałem tego określić, ale bardziej obstawiałem przy łzach radości, szczęścia. Patrzył na mnie, a mi zaczęło się robić głupio. W końcu wziąłem wdech i wychrypiałem z wielkim trudem :
-No co się tak gapisz?
Reakcją chłopaka był śmiech po chwili podszedł do mnie i dał mi buziaka w czoło.
- Przepraszam, ale głupio mi o to pytać..jak się nazywasz? - zmarszczyłem brwi.
Radość chłopaka ulotniła się. Spoważniał i usiadł na krzesełku.
Zmarszczy ł zabawnie nos.
-Nie..nie pamiętasz mnie? - Powiedział to z takim smutkiem, że moje serce ścisnęło się z żalu. Może był to ktoś z mojej rodziny? Pokręciłem przecząco głową. On uśmiechnął się, ale w oczach czaił się bezgraniczny smutek.
- Nazywam się Oliwier. Pamiętasz? - zapytał z nadzieją.
- Yh..nie pamiętam. - posmutniałem.
Oliwie r, gdy to zobaczył ujął moją buzie w łapki i uśmiechnął się, ukazując swoje śnieżnobiałe ząbki.
- Oj Chris, ty i ta twoja skleroza. - zaśmiał się.
- Chris? Jaki Chris?
- Nie pamiętasz swojego imienia?
-No,no nie.. - wyszeptałem cicho.
-Poczekaj kochanie, pójdę po lekarza. - cmoknął mnie w policzek i pobiegł po lekarza.
A po głowie tłukła mi się jedynie, jedna myśl. Dlaczego nazwał mnie swoim kochaniem? Z moich myśli wyrwał mnie trzask zamykanych drzwi. Podniosłem wzrok i ujrzałem faceta przed 30. Miał na nosie okulary w modną oprawkę i nosił kitel szpitalny. Z boku miał przypiętą plakietkę z imieniem i nazwiskiem. Mark Fine. Przeczytałem.
On uśmiechnął się i przysiadł obok mnie. Z kieszeni wyciągnął małą latareczkę którą poświecił mi w oczy.
Poklepał mnie delikatnie po ramieniu.
- I jak ma się mój ulubiony pacjent?
-Ulubiony? Dlaczego? - zrobiłem duże oczy.
-Mało jesz, nie marudzisz. - zaśmiał się serdecznie. - Nie pamiętasz swojego imienia?- spojrzał z troską na mnie.
- Nic nie pamiętam, panie doktorze.
- Hm, nie martw się mały, tak zawsze jest po śpiączce. Amnezja szybko minie i przypomnisz sobie wszystko. A teraz odpocznij, żeby jutro mieć siły na dużo badań. - powiedział, poprawił kroplówkę i wyszedł z sali.
Oliwier krążył po pokoju.
- Byłem w śpiączce?
Potwierdził kiwnięciem głowy.
-Dlaczego?
- Ktoś cie napadł, gdy wracałeś do domu. Znalazłem cię przed domem, byłeś w kałuży krwi. To było straszne.. - urwał potrząsając głową, jakby chciał wyprzeć ze świadomości to wspomnienie. Słuchałem go, ale nagle zrobiło mi się słabo. Ogarnęła mnie ciemność. Gdy się obudziłem Oliwiera już nie było. To, że tu był wskazywał jedynie zapach jego perfum unoszących się w powietrzu. Nagle ogarnął mnie wielki głód. Spojrzałem na bombonierkę przewiązaną czerwoną wstążką, odwiązałem i uchyliłem wieczko, od razu uderzył mnie zapach przepysznej czekolady. Wepchnąłem łakomie czekoladki do ust, bojąc się, że ktoś może mi je odebrać. Uderzyła mnie myśl, że pewnie teraz wyglądam jak chomik, który chomikuje jedzenie w swoich policzkach. Z tego wyobrażenia o mało się nie udławiłem czekoladkami, dusząc się ze śmiechu. Po czekoladzie zachciało mi się wypić gorącą herbatkę z cytrynką, więc założyłem na nogi kapcie i wyszedłem z sali. Ponownie uderzyła mnie biel ścian w szpitalu. Gdy przechodziłem obok dyżurki pielęgniarek usłyszałem strzępy słów takich jak : niemożliwe, dziedzic, Christopher, napad, policja, niebezpieczeństwo. Zmarszczyłem nos słysząc swoje imię i zapukałem w szybkę. Zobaczyłem, że kobiety zatopione w rozmowie na mój temat, aż podskoczyły ze strachu. Z dyżurki wyszła jasnowłosa, młoda pielęgniarka i zapytała uprzejmie w czym może pomóc. Nasuwało mi się tak dużo pytań typu - kto jest dziedzicem, czego, jakie niebezpieczeństwo, co jest niemożliwe i czy im chodzi o mnie, albo o innego Christophera.
-Ma pani coś do picia? - wydukałem nieśmiało. Dziewczyna zamyśliła się, odwróciła i po chwili wróciła z filiżanką herbaty. Podała mi ją, a ja podziękowałem i poszedłem w stronę swojej sali.
- Hej mały, chcesz zagrać?
Zatrzymałem się i spojrzałem w stronę głosu. Przy drzwiach stał starszy mężczyzna, potrząsający pudełkiem z szachami. Jego małe oczka wpatrywały się we mnie natarczywie. Niepewnie przytaknąłem, wtedy on odsunął się i wpuścił mnie do pokoju. To co mnie zaskoczyło, w jego pokoiku było tym, że ściany nie były białe, lecz miały morski kolor. A do ścian były przylepione różne wycinki z gazet i zdjęcia. Przedstawiały one, stojącego na statku z wielkim uśmiechem młodego mężczyznę ubranego w kapitański strój. Wtedy zauważyłem podobieństwo między chłopakiem ze zdjęcia, a tym starszym panem.- Stare dobre czasy.. - westchnął i uśmiechnął się, klepiąc mnie po ramieniu. - To jak z tymi szachami?
- Zagram, zagram. - odwzajemniłem uśmiech. I tak graliśmy do rana, rozmawiając ze sobą. Dowiedziałem się, że jego żona zmarła pięć lat temu, że ma dwóch starszych synów. Jeden nazywa się Frank i ma 27 lat. Odwiedza Boba - tak się nazywa starszy pan. A drugi ma 24 lata i na imię ma Patrick tylko, że pracuje zagranicą. Bob opowiadał mi o tym jak był kapitanem statku. Morskie opowieści, to jest coś. Ja sam nie wiedziałem co mam mu opowiadać, przecież nie pamiętałem nic. Nagle on wyciągnął z szafki pogiętą, sprzed roku gazetę. Na stronie tytułowej zobaczyłem zdjęcie swojej twarzy i ogromny napis ,głoszący : “Dziedzic majątku Foxów zaatakowany“ Czyli minął rok - pomyślałem i zagłębiłem się w tekst.
“Christopher Fox (15 lat) znaleziony przed domem przez swojego współlokatora Oliwiera Bakera (18 lat). Dziedzic fortuny Foxów ma wstrząs głowy i jest w śpiączce, lekarze nie dają szansy na przebudzenie. Rodzice chłopaka są zrozpaczeni. Jak przypuszcza policja napastnikami mogli być zwykli złodzieje, lecz Charlie Fox (35 lat) ojciec poszkodowanego oskarża rodzinną firmę Towerty. Z naszych źródeł wynika, że firma Fox i Towerty konkurują ze sobą. Jaki był motyw napadnięcia na niewinnego chłopaka? Kim byli napastnicy?“ Skończyłem czytać, a przed moimi oczami widniały słowa “KIM BYLI NAPASTNICY?“ No właśnie, kim byli. Bob spoglądał niepewnie na mnie.
Nawet nie zauważyłem, że płakałem czytając artykuł. Pociągnąłem nosem. - Nie martw się mały, wszystko się wyjaśni.
-Taa..- mruknąłem. Jeśli byli to zwykli złodzieje.., a jeśli nie? Przeraziłem się nie na żarty. Jeśli nie, to może mi grozić ogromne niebezpieczeństwo. Ktoś kto zrobił to raz i mu się nie udało, spróbuje jeszcze raz. Po moich plecach przeszły ciarki, a gardło ścisnęło się ze strachu. Ciemność przyszła niespodziewanie, przyciągając mnie do siebie, a ja pozwoliłem się w nią wciągnąć.
Na prawdę świetne opowiadanie. Bardzo podoba mi się podoba fabuła. Na razie jest takie delikatne. Biorę się od razu za następny rozdział, słoneczko. ♥ Buhaha. ~Marczelinka.
OdpowiedzUsuńFajniusie :3
OdpowiedzUsuńDopiero teraz zaczełam czytac. Odrazu zauwarzyłam za jest 5 rozdzialów. I z gory prosze o wiecej. Mam nadzieje ze jeszcze bedziesz pisał/pisala.
OdpowiedzUsuńPodsumowując : świetny. Zabieram się za czytanie bo twoje opowiadanie wciąga *o*
OdpowiedzUsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuń