piątek, 4 października 2013

ROZDZIAŁ III




Przez cały dzień Kevin oprowadzał mnie po domu. Nie zdołałem zliczyć pomieszczeń, zakodowałem tylko drogę do mojego pokoju, który był na drugim piętrze, do łazienki (A no tak w domu były 4 łazienki, zapamiętałem!), i oczywiście do kuchni. Jak można byłoby zapomnieć o tak ważnym pomieszczeniu? Mamy prywatnego kucharza - Marcello Oliveto.
Jego jedzenie było przepyszne, a mini calzone z grillowanymi warzywami.. mm pycha.
 Po oprowadzeniu Kevin odwrócił się na pięcie i bez żadnego słowa sobie poszedł.
No jaki bezczelny - pomyślałem. Nagle moją uwagę przykuły schodki schodzące w ciemność.
Zainteresowany, co tam może być zszedłem schodkami w dół. Zapaliłem światło i moim oczom ukazały się stare, zakurzone pudła ulokowane przy drzwiach. Musiałem odsunąć pudła, żeby zobaczyć ogromne drzwi z zardzewiałą kłódką, na dodatek była ona owinięta łańcuchem.
Ten widok zaintrygował mnie. Niecodziennie widzi się drzwi i to tak szczelnie zamknięte.
Zdecydo­wałem, że sam odkryje co się za nimi kryje. Nie potrzebuje bezczelnego towarzysza.
W domu musi być, gdzieś klucz do tej tajemnicy..
-Christopher!
 Krzyk mojej matki dochodził z mojego pokoju, westchnąłem i podreptałem posłusznie na górę.
-Tak mamo? - spojrzała na mnie, a dym sączył się z jej papierosa.
-Jakiś chłopak się pyta czy możesz wyjść. To chyba Oliwier, ale nie jestem pewna.
-Co on tu robi? - zapytałem, a ona wzruszyła ramionami i odeszła.
Zbiegłem na dół. W salonie, na skórzanej sofie siedział  niespodziewany gość.
Uśmiechnął się na mój widok i wstał.
-Co ty tu robisz?
-Martwiłem się, tak nagle zniknąłeś ze szpitala. - mruknął, a po chwili zamyślenia dodał - Dopiero Charlie powiedział mi, że jesteś u swojej matki.
-A no tak, w porządku.
-Pójdziemy na spacer? - zapytał, ponownie ukazując ząbki.
Kiwnąłem głową. Mieliśmy już wychodzić, gdy nagle zobaczyłem Kevina wpatrującego się w osłupieniu, w Oliwiera. On chyba to zauważył, bo odwrócił się i rzucił z kpiącym uśmiechem :
-Witaj Kevinie.
Kevin oprzytomniał, bo zmierzył wzrokiem z pogardą Oliwiera.
-Cześć, co tu robisz? - warknął.
-Mamy iść zamiar z Chrisem na spacer.- mruknął i pociągnął mnie za rękę.
-Uważaj na niego. - wskazał na Oliwiera i udał się w stronę kuchni.
  Spacerując z Olim, po ogrodzie przypomniałem sobie słowa Kevina skierowane do mnie "Uważaj na niego" co to miało znaczyć? Czy między nimi coś było? Niee, na pierwszy rzut oka widać było, że się nienawidzą.. chociaż.. jak to mówią od miłości do nienawiści jeden krok.. może jednak?
-Uwielbiam jak tak rozmyślasz. - stwierdził i  pocałował mnie w policzek.
W niespodziewanym momencie jego telefon się rozdzwonił.
-Zaczekaj momencik. - westchnął i odebrał, odchodząc w niewiadomym kierunku.
Usiadłem na ławeczce i zamknąłem oczy. Nie mam pojęcia ile minut minęło, ale gdy otworzyłem oczy Oliwiera nigdzie nie było.
Zostawił mnie - pomyślałem zawiedziony i zdecydowałem wyjść poza bramę domu.
Wsiadłem do limuzyny i poleciłem kierowcy pojechać do centrum miasta.
Patrzyłem na mijające drzewa, znaki, aż raptownie moją uwagę przyciągnęło wstrząsające wydarzenie.
Wydarłem się na kierowcę, żeby się zatrzymał. Samochód z piskiem opon wjechał w czyjeś ogrodzenie. Nie interesowało mnie to. Wygramoliłem się z auta i pobiegłem w stronę dwóch chłopaków, kopiących trzeciego. Byli w moim wieku.
-Zostawcie go! - wrzasnąłem cały czerwony ze złości. - Won!
Rzucili na mnie okiem i odeszli, wykrzykując w moją stronę przeróżne przekleństwa.
Podszedłem do skulonego chłopaka, odwróciłem go delikatnie. Chłopiec miał podbite oko, rozwaloną wargę z której ciekła krew.
-Dziękuje. - wyszeptał i stracił przytomność.
Pogna­łem do kierowcy. Wytłumaczyłem czemu tak nagle, kazałem mu się zatrzymać. On zrozumiał, wziął chłopaka na ręce, wpakował do auta  i pojechaliśmy do szpitala. Mam nadzieje, że nic mu nie jest. - pomyślałem.

 


3 komentarze: