Kierowca - pan Fink, odwiózł mnie do domu i szybko pojechał z chłopcem do szpitala.
Stałem na chodniku i kopałem w bramę. Była zamknięta. Czekałem, aż ktoś mi otworzy, ale chyba nikt nie martwił się, gdzie znikłem. Wepchnąłem ręce w kieszenie i poszedłem przed siebie, pogwizdując wesołą melodyjkę. Przyglądałem się przeróżnym domom, zatrzymałem się przy jednym, który miał otwartą bramę. Zainteresowało mnie to, że każdy budynek był zadbany, a ten.. no był niezadbany. Wydawał się stary, opuszczony. Pchnąłem delikatnie bramę, która zaskrzypiała złowrogo. Zobaczyłem, że firanka w oknie, na górze poruszyła się.
Zdecydowałem się jednak opuścić teren. Udałem się na przystanek, aby wybrać się do centrum.
Usiadłem pod wiatą autobusową, naciągając na głowę kaptur, ponieważ zauważyłem Kevina. Palił papierosa i kołysał się w rytm muzyki, której słuchał. Spojrzał przelotnie na mnie. Autobus nadjechał. Kevin rzucił niedopałek papierosa i zgniótł go butem. Postanowiłem wsiąść do tego autobusu, chociaż jechał w niewiadomym mi kierunku. On usiadł przy oknie, przymykając oczy. Ja klapnąłem naprzeciwko Kevina. Otworzył oczy i przyglądał mi się podejrzliwie.
Tak przejechaliśmy spory kawałek drogi, gdy bus się zatrzymał Kevin wysiadł, a ja razem z nim. Przystanął na środku chodnika i patrzył na mnie. Przestraszyłem się, że mnie rozpoznał, ale nie, jednak nie. Odwrócił się i podreptał w stronę cmentarza. Przed bramą stała kwiaciarka, sprzedająca różnorodne kwiaty. Kevin kupił bukiet śnieżnobiałych róż i minął bramę. Ja zaciekawiony po co tam przyszedł, poszedłem za nim. Chociaż nie powiedziałbym, że akurat za nim. Chowałem się za różnymi nagrobkami. Wreszcie zauważyłem, jak utkwił wzrok w jeden nagrobek. Przedostałem się dalej, aby słyszeć to co mówi, mówił jaki to ze mnie dzieciak, że nie nadaje się na dziedzica. Poczerwieniałem na twarzy, słuchając dalej.
-Kocham Cię Christianie. - mruknął i położył na nagrobku bukiet róż, wzdychając smutno. Zobaczyłem jak odchodzi. Wychyliłem się zza nagrobka i podszedłem do tego szczególnego miejsca. Zmrużyłem oczy, przyglądając się jakby swojemu zdjęciu, ale podpis głosił "Christian Charles Fox". To był mój brat. Stałem tam długo, a z moich oczów leciały łzy. Słońce zniknęło gdzieś za chmurami. Niebo płakało, a ja razem z nim. Otarłem łzy i odwróciłem się, idąc w stronę wyjścia z opuszczoną głową.
-Christopherze, dlaczego mnie śledziłeś? - wysyczał Kevin wyrastając nagle przede mną i przyglądając się mojej zapłakanej twarzy. - Co się stało? - powiedział, a jego ton zmiękł.
-Ja..ja..przepraszam - wyszeptałem i wytarłem ponownie oczy.
On podszedł do mnie i przytulił mocno do siebie, po chwili odgarnął moje włosy z twarzy i uśmiechnął się. Była to dla mnie najpiękniejsza chwila w tym dniu.
-Wracamy do domu, dzieciaku.
Pokiwałem głową, a on delikatnie chwycił mnie za rękę, prowadząc w stronę przystanku. Zarumieniłem się, a serce biło coraz szybciej. Niestety puścił mnie i usiadł obok, wyciągając z kieszeni paczkę papierosów. Wyjął papierosa i zapalił, przymykając oczy.
- W domu porozmawiamy o tym. - mruknął i zaciągnął się dymem tytoniowym. Gdy otworzył oczy na jego twarzy znów widniał kpiący uśmieszek. Wypuścił dym nosem i zadzwonił do Maxima. Wywnioskowałem po tym, że ze słuchawki telefonu słychać było wesoły, rosyjski akcent.
Rosjanin nadjechał bardzo szybko, bez słowa otworzył drzwi auta. Wskoczyłem na tylne miejsce, a obok mnie usiadł Kevin. Rozpoczął się wesoły dialog między Maximem, a Kevinem.
Pogoda za oknem sprawiała, że stawałem się śpiący. Przez mgłę jeszcze słyszałem ironiczny ton, aż wreszcie znalazłem się w objęciach Morfeusza. Śniło mi się, że jadę z Christianem autem, aż nagle w nasz samochód wjeżdża inny. Widziałem rozpacz ludzi, krew. Szukałem Christiana, ale nigdzie go nie było.. Po raz kolejny obudziłem się z sercem bijącym jak młot.
Maxim zatrzymał się przed bramą. Wypełzłem z auta, cholernie zmęczony. Cały świat wirował mi przed oczami, dostałem mdłości.
-Boże chodzisz jakbyś był pijany. - zaśmiał się Kevin i zaniósł mnie do domu.
Położył mnie do łóżka i przykrył kołdrą następnie zgasił światło i wyszedł po cichu z mojego pokoju. Wyskoczyłem spod kołdry i usiadłem na parapecie, przyglądając się płaczącemu niebu. Oparłem głowę o lodowatą szybę i przymknąłem oczy. Rozmyślałem nad tym, jak zginął mój brat, jaki był.. Nagle telefon na biurku rozdzwonił się, westchnąłem i sięgnąłem po komórkę.
"Masz jedną wiadomość od Oliwier" Skąd on miał mój numer? Napisał : "Wybacz Chris, to była nagła sytuacja. Odezwę się jutro. Kocham Cię :*" Nie odpisałem mu nic. Rzuciłem telefon na łóżko i wyszedłem z pokoju. Miałem ochotę na rozmowę z Kevinem.
----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Rozdział krótki bo nie mam za bardzo weny, prosiłbym o jakieś komentarze czy coś :3
świetny :D
OdpowiedzUsuńCzekamy na więcej ;3
OdpowiedzUsuńCo z tego że krótkie, ważne że jest. Czekam na kolejny rozdział.
OdpowiedzUsuńI to tyle? :c Ja muszę się dowiedzieć kim jest ten Oliwier o.O Zakochałam się w twoim blogu ♥ Jest cudowny !!! Proszę pisz dalej :c
OdpowiedzUsuń~Pozdrawiam *-----*
pierwszy raz widze, żeby chłopak pisał bloga, ale jest genialny xD
OdpowiedzUsuńMam nadzieje, że nie każesz nam długo czekać na nastepny rozdział, pozdrawiam ^.^
Jeju no *.*
OdpowiedzUsuńKocham tego bloga <333
Kit że krótkie ważne że taakie piękne :C
Bardzo ciekaiwe zapowiadający się blog, histori a ciekawa i widać w niej duuży potencjał :D
OdpowiedzUsuńŻycze weny i czekam na next :D